niedziela, 7 października 2012

żołądkowa gorzka z gwinta.


chciałam uciec w nicość denka
mieć widok na sufit i chmury
czuć w żyłach drgania muzyki
i nie zdradziłaś mnie kochana

dziś trzeba stawić czoła dniom
wybaczyć zdradę poranka i żyć
idąc pod wiatr i wpoprzek ludzi
gdy w sobie tylko drgające serce

i choć sił nie ma powtarzam nadal
because i choose to panie smith
sprawdzam znowu swoją naiwność
prostując się na brzegu przepaści

dobranoc kochana do zobaczenia
aż stwierdzę że przerwa na reklamy
by życia nie przedrzeć za szybko
jeszcze będziemy kiedyś razem śnić

1 komentarz:

  1. Ja tam nie wiem, jak komentować te wiersze. Jak pisałaś słabo, to łatwo mogłem wyłapywać błędy i nad tym się pastwić. Teraz nie mam czego się czepiać. Może są niedociągnięcia, ale jesteś już lepsza w te klocki ode mnie i tego sam nie zobaczę.
    Wiersz ma być zapisem doświadczenia poetyckiego. A natura tego ostatniego jest tajemnicza, niezbadana. Przyjmę, że to piszesz o sobie jako o Arwen, której ja coś tam kiedyś tengwarem w listach. Zeszliśmy do tematu wódki. Wódka daje Ci azyl, tworzy przestrzeń bezpieczną, taką, w której nie niszczą Ciebie myśli o samotności. Jakże Ci zazdroszczę! Na mnie alkohol działa dokładnie odwrotnie: wzmaga to całe chujstwo. To zmuszanie siebie, żeby nie wpaść w przepaść, żeby trzymać się zmysłów... Na jak długo starczy nam sił?

    OdpowiedzUsuń